Największa bibliteka na świecie budzi sprzeciw autorów, księgarzy i wydawców. Nowe możliwości, jakie oferuje Internet zainspirowały Google, by książki o wyczerpanym nakładzie, często zapomniane, pokryte “kurzem historii” na nowo przywrócić do życia, w e-przestrzeni. Idea szczytna. Popularna wyszukiwarka od razu podpowiadałaby, co i kto na dany temat napisał i gdzie to znaleźć. Zeskanowane książki mogłyby być natychmiast dostępne na ekranie naszego komputera. Gigantyczna spuścizna tego, co do tej pory opublikowano byłaby dostępna dla każdego Internauty. Byłaby, pod warunkiem, że autor, wydawca i dystrybutor książek nie będą się sprzeciwiać.
Książki niechronione prawami autorskimi będzie można sobie wydrukować w domu, inne - chronione zamówić indywidualnie. A w przypadku wyczerpanego nakładu będzie można zamówić nawet 1 egz. do druku na zamówienie.
Brzmi to jak fantastyczna wiadomość dla czytelników i autorów, których książek wydawca nie zamierzał wznawiać.
Google chce skanować książki i udostępniać je Internautom nieodpłatnie, ale w zgodzie z prawem. Ktoś będzie musiał zapłacić za prawa autorskie i nie będzie to bezpośrednio Internauta. W świecie nie ma jednak nic za darmo, zatem za prawa autorskie zapłacą reklamodawcy.
Akcja także promuje książki, i te nowe i stare. Autor, z którego książki nawet 1 strona została opublikowana będzie miał prawa do części wpływu z reklam, tak może być np. w przypadku książki kucharskiej.
Szczytna idea utworzenia współczesnego odpowiednika słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej doprowadziła jednak do sporu w kwestii praw autorskich. Osiągnięte przed dwoma tygodniami porozumienie - zadowoliło już Zrzeszenie Twórców i Stowarzyszenie Wydawców Amerykańskich oraz niektórych ich europejskich odpowiedników. Umowa przewiduje możliwość skanowania i udostępniania za opłatą pozycji wydanych na terytorium czterech państw: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady. Internauci z tych krajów będą mogli przeczytać 20% e-książki za darmo (koszty pokryją reklamodawcy), z kolei za pozostałe 80% zapłacą już z własnej kieszeni.
Z punktu widzenia autora i wydawnictwa oznacza to dwojakie korzyści. Po pierwsze: jednorazową opłatę od Google za możliwość zeskanowania książki (od 60 do 300 dolarów). Po drugie: 63% z zysków generowanych przez e-książkę w serwisie Google Books.
Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że europejski użytkownik serwisu Google Books spoza Brytyjczykami - np. internauta z Belgii czy Polski - nie będzie miał dostępu nawet do wspomnianych 20% e-książki. Jak poinformowano mnie w biurze Google w Brukseli, w serwisie znajdą się głównie tytuły anglojęzyczne, zaś każdy europejski wydawca i autor, który wyrazi chęć przystąpienia do programu, będzie musiał porozumieć się z Google na własną rękę. Europejczykom pozostanie jedynie darmowy dostęp do najmniej atrakcyjnej kategorii książek - pozycji będących dobrami publicznymi, wobec których prawa autorskie wygasły już dawno (na przykład, we francuskiej bibliotece narodowej książki takie nie były wypożyczane od 200 lat). W ten sposób nie uda się zbudować kompletnej, elektronicznej biblioteki europejskich tytułów.
Mimo pewnych obaw związanych z projektem Google, takich jak: monopol firmy na przygotowanie i dystrybucję e-książek oraz konieczność odstąpienia jej części zysków z opłat i z reklam, uważam, że sam projekt jest dobry. Potrzeba nam jednolitych rozwiązań w dziedzinie praw autorskich. Zamieszanie wokół projektu Google wykazało już konsekwencje braku jednolitego unijnego prawa tej dziedzinie. Dzisiaj w Parlamencie Europejskim o tym dyskutujemy, moim zdaniem nadchodzi prawdziwa copyrights-rewolucja...
Z pozdrowieniami dla Internautów z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg
Piekło wybrukowane jest dobrymi intencjami.
-
Lidia Geringer de Oedenberg
-
Pani Poseł,
sorry, ze kompletnie poza tematem notki. Zauwzyam jednak, ze dla Pani istotne sa procedury i wolnosci obywatelskie. Moze wiec jakies sugestie w tej sprawie bedzie pani miała?:
http://pojedyncze.salon24.pl/
Pozdrowienia
-
@ubogacony
I nie daj Boże w oryginale! Masakra!
-
No cóż, szkoda!
Tak na oko w Polsce zacznie to działać za 15 lat.
pozdrawiam
-
Uważam,że światowa biblioteka dokumentow historycznych bylaby potrzebna,
a nie jakieś opracowania choćby i książkowe z komentarzami słusznych ludzi.
Ludzie sami oceniliby zwartość tych dokumentów, bo obecnie prawdziwa historia nie jest w ogóle dostępna, tak historia poszczególnych nauk i ich osiągnięć, historia , przyczyny i inicjatorów wojen i wielu, wielu , wielu innych dziedzin życia.
Elektroniczne komentarze słusznych autorów , to byłoby za dużo jak na naszą wytrzymałość.
-
@ ubogacony
Nikt nie kwestionuje przyjemności
płynącej z lektury Platona w oryginale. Sęk w tym,
że statystyki bibliotek narodowych mówią wprost:
książki sprzed kilkuset lat nie cieszą się popularnością,
największe zapotrzebowanie występuje na tytuły nowsze -
szczególnie te, których nie można dostać już na rynku.
Google wie, co robi.
-
@ Anna Mieszczanek
Obiecuję przyjrzeć się sprawie.
-
@ Synergie
Moim zdaniem, szybciej. Europejscy wydawcy i autorzy prędko dokonają kalkulacji. Przecież fragmenty ich przetłumaczonych książek (jeżeli były wydane za granicą) i tak znajdą się w serwisie. Protesty przeciwko umieszczaniu książki w Google Books można zgłaszać do 2012 r., ale wiele osób z pewnością o tym zapomni.
-
@ Kazek39
Zgadzam się. Może Europeana będzie ewoluować w tym kierunku (www.europeana.eu)?
-
dzięki za dobre
intencje.
Jakby co, poprosze o komentarz pod kolejna notka SKWzus albo o cos na pocztę wewnetrzną.
Pozdrowienia
-
@ubogacony
Wiem. Ale do Bliblioteki Aleksandryjskiej wciąż daleko. A to mi chodziło.
pozdrawiam
-
@Lidia Geringer de Oedenberg
Ten Pani optymizm mnie cieszy - to tylko chciałem rzec w odpowiedzi. Niech więc Pani działa w tym dobrym kierunku, by dziedzictwa kultury polskiej i światowej trafiły pod strzechy. To zawsze będę popierał.
pozdrawiam
Piszę w lubczasopismach
-
21.05.2012 21:46
-
21.05.2012 21:41
-
15.05.2012 18:29
-
11.05.2012 16:23
Ostatnie notki
-
Polacy wśród najlepiej doinformowanych w UE
Według sondażu Eurobarometru: 73% Polaków (najwyższy odsetek w całej UE-27) uważa Europarlament za ciało w...
21.05.2012 21:32 8 -
UE: spadają ceny roamingu
Dobre (i tańsze) wiadomości na wakacje. Dotychczas nie istniały żadne limity dla kosztów usługi...
15.05.2012 17:22 5 -
The Economist o polskiej biurokracji
Jeden z najbardziej prestiżowych tygodników na świecie, niezależny politycznie – The...
11.05.2012 15:14 20
Moje ostatnie komentarze
-
Szanowny Panie, w Niemczech panuje system kanclerski, w związku z tym prezydent pełni funkcje...
08.05.2012 15:24
-
Szanowny Panie. 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie zginęli nie tylko ludzie, których...
16.04.2012 13:02
-
Nie zajmuję się tą sprawą, ale pracując w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego mogę...
12.04.2012 15:46
-
Nigdy nie było większości wśród posłów dla poprawek dotyczących siedzib. Po prostu...
30.03.2012 08:41
-
Nic sie nagle nie wydarzy, najpierw chcemy przybliżyć do nas urzedników, czyli przeprowadzać...
30.03.2012 08:38
Najpopularniejsze notki
-
Damscy bokserzy górą - czyli filozofia Gowina
komentarze: 53
-
"Normalny" francuski Prezydent z niestandardową First Lady
komentarze: 26
-
Belgia, najdziwniejszy kraj na świecie
komentarze: 24
-
The Economist o polskiej biurokracji
komentarze: 20
-
Chorwacja już jedną nogą w Unii
komentarze: 16
Aktywne dyskusje
-
Polacy wśród najlepiej doinformowanych w UE
komentarze: 8ostatnio: KOWERSILESIA
-
UE: spadają ceny roamingu
komentarze: 5ostatnio: ZEBA
-
The Economist o polskiej biurokracji
komentarze: 20ostatnio: ZEBA
-
Belgia, najdziwniejszy kraj na świecie
komentarze: 24ostatnio: ZEBA
-
Europarlament trampoliną na szczyty władzy
komentarze: 3ostatnio: CENEO



"Niesforne Dziecię Gutenberga"
P.S. ale frajda z "żywych sponiewieranych książek" większa!