Zanim do Polski trafią pierwsze środki z unijnego Funduszu Solidarności, czas policzyć ile nas będzie ta pomoc… kosztować.
16 czerwca br. pisałam na blogu o debacie powodziowej w Parlamencie Europejskim, w której ponaglaliśmy Komisję Europejską do sprawnego przekazania poszkodowanym krajom pomocy finansowej w ramach Funduszu Solidarności. Wtedy też komisarz Kristalina Georgieva dyplomatycznie, ale i stanowczo, wytknęła krajom członkowskim brak implementacji dyrektywy powodziowej. Gdyby wdrożono ją zgodnie z terminem, rozmiar szkód z pewnością byłby mniejszy. Godnym pożałowania określiła Komisarz Georgieva fakt, iż to kraje najpoważniej dotykane przez powodzie - w tym Polska - dotychczas nie wdrożyły tych procedur.
Termin na implementację dyrektywy minął jesienią ubiegłego roku, zatem Komisja Europejska w styczniu br. wszczęła dochodzenie przeciwko Polsce. W tym tygodniu procedura przechodzi do tzw. drugiego etapu postępowania o naruszenie unijnego prawa. W czarnym scenariuszu grozić nam będzie sprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu i bardzo wysokie kary.
Unijna dyrektywa powodziowa została przyjęta 23 października, a weszła w życie 26 listopada 2007 r. Kraje członkowskie miały dwa lata - do 26 listopada 2009 r., by ją wdrożyć do krajowego prawa.Celem dyrektywy było ograniczanie ryzyka powodziowego i zmniejszanie następstw powodzi w państwach Unii Europejskiej. Była to "wspólnotowa reakcja" na katastrofalne powodzie w dolinie Dunaju w 2002 roku, kiedy okazało się, że w walce z żywiołem w pojedynkę żaden kraj sobie nie poradzi i potrzebna jest ściślejsza współpraca w tej dziedzinie. Ponadto wraz ze zmianami klimatycznymi w kolejnych latach możemy być narażeni dodatkowo na wzrost ryzyka powodowanych powodziami katastrof. Dyrektywa tworzy mechanizmy zarządzania ryzykiem, jakie może powodować powódź dla: ludzkiego zdrowia, środowiska, działalności gospodarczej i dziedzictwa kulturowego.
Plany ryzyka mają uwzględniać m.in.: analizę kosztów, możliwy zasięg powodzi, trasy przejścia wezbrań i obszary o potencjalnych możliwościach retencyjnych. Muszą uwzględniać m.in. formy użytkowania gruntów, plany zagospodarowania przestrzennego, zasady gospodarowania wodą, infrastrukturę portową, prognozowanie powodzi i systemy wczesnego ostrzegania przed nią i in.
Pełny tekst dyrektywy:
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2007:288:0027:0034:PL:PDF
Polsce zarzuca się szczególnie brak odpowiedniego systemu inwentaryzacji terenów zalewowych i ich niejasny status prawny. Komisarz Georgieva dała do zrozumienia, że majowa powódź jest "alarmowym dzwonkiem" dla rządów nie implementujących unijnego prawa.
Staramy się o unijne pieniądze na usuwanie powodziowych szkód, a nie wdrażamy unijnego prawa, które ma powodziom zapobiec?No tak, ale gdyby dyrektywa powodziowa była wdrożona - nie można by już było sprzedawać terenów zalewowych jako budowlanych...
Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,
Lidia Geringer de Oedenberg


"..No tak, ale gdyby dyrektywa powodziowa była wdrożona - nie można by już było sprzedawać terenów zalewowych jako budowlanych..." - a co komu do tego, ze ktos sprzedaje tereny zalewowe jako budowlane? najpiekniejsze miasteczka Francji, Niemiec i Italii powstaly nad rzekami ktore zwykly zalewac rownie brutalnie albo i gorzej. I co? Mamy zburzyc Wenecje, bo lezy na "grzaskim terenie" i wyburzyc kamieniczki w Pradze nad Weltawa, bo zaleje je predzej czy pozniej?
Na szczescie dla nas wtedy nie bylo jeszcze regulacji Brukselskich.
Wystarczy ze ludzie moga sobie sprawdzic, gdzie woda wylewa na wysokim stanie, starczy mapa poziomicowa zreszta, a jak nie to sa symulacje komputerowe.
I spacer naokolo kupowanego domu. Najskuteczniejsze, polecam.
Podoba sie - brac za nizsza cene jak spuszcza, i ubezpieczyc albo i nie. Nie podoba sie - zostawic innym naiwnym. I tyle. Nie potrzeba ani jednej regulacji.
Michalkiewicz ma racje, ze w Brukseli szaleje sr.czka legislacyjna.
Co to wogole sa "tereny zalewowe" - bo sie ten termin ukol wsrod etatystow ostatnio(jak kazdy brzmiacy fachowo) - tyle ze taki zwierz nie istnieje.