W Parlamencie Europejskim pojawiło się 18 nowych eurodeputowanych!
Ma to związek z mocno opóźnionym wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego i zwiększeniem liczby posłów z 736 do 751. W związku z czym będziemy mieli teraz 754 posłów – dlaczego? Poniżej wyjaśnienie.
Traktat Lizboński wszedł w życie za późno. Przynajmniej pół roku. Mamy w tym swój historyczny wkład, ponieważ najdłużej blokowali go prezydenci Polski - Lech Kaczyński i Czech - Vaclav Klaus. Data wejścia w życie Traktatu - 1 grudnia 2009 r. spowodowała, że wcześniejsze czerwcowe wybory do Parlamentu odbyły się wg starego - Nicejskiego Traktatu. W efekcie przez połowę kadencji byliśmy stratni o jednego posła.
Wg "Lizbony" mamy mieć 51. eurodeputowanych, tymczasem 7 czerwca 2009 r. Polacy wybrali 50-ciu, cały Parlament zamiast 751 osobowej reprezentacji, a miał 736 posłów, a nowe proporcje mogły wpłynąć na wiele decyzji...
Rozdział 18 dodatkowych lizbońskich mandatów w PE między 27 państw oznaczał prawie w każdym z nich, konieczność uruchomienia specjalnych dodatkowych procedur wyborczych. Nowych posłów trzeba było zatem dodawać lub… odejmować według pospiesznie tworzonych reguł. Jedne państwa zyskały dodatkowe stanowiska jak Polska, inne traciły część mandatów - jak Niemcy, gdzie trzech deputowanych należałoby wysłać z powrotem do kraju. Wszystko po to, aby docelowa liczba europosłów - określona w Traktacie Lizbońskim na 751 osoby - stała się faktem. To dlatego dopiero w połowie obecnej kadencji PE - faktycznie otrzymaliśmy mandat dla 51 polskiego posła do Parlamentu Europejskiego. Miejsce typowane metodą d'Hondta było już wcześniej zarezerwowane dla kandydata z listy PSL. Pierwotnie miał nim zostać pierwszy w kolejce kandydat z eurowyborów z 2009 r. - Edward Wojtas, który zginął w samolotowej katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Jego miejsce przypadło teraz Arkadiuszowi Bratkowskiemu (również PSL), który podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. był drugi na liście i zdobył drugie miejsce pod względem liczby głosów, biorąc pod uwagę listę PSL. Poseł Bratkowski osiągnął rezultat 8850 głosów, co stanowiło 17,03% głosów na liście PSL i jednocześnie 2,34% ważnych, oddanych głosów. Arkadiusz Bratkowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji UMCS, a w latach 2001-2005 był posłem na Sejm RP.
Ponieważ europosłowie, którzy zasiadali do tej pory w PE, zostali wybrani wg Traktatu z Nicei, wszystkie kraje członkowskie musiały w trybie pilnym ratyfikować specjalny protokół dostosowujący stare reguły do nowych – Lizbońskich ( polski parlament dopiero w ub. roku zajął się procesem ratyfikacji protokołu).
Najtrudniejsze zadanie miała Francja, która nawet nie przewidziała w 2009 r., że będzie o dwóch posłów powiększać swój euroteam (posłowie ostatecznie zostali wybrani przez parlament). Najbardziej niecierpliwili się Hiszpanie, którzy wcześniej przewidzieli zmiany, bowiem dzięki “Lizbonie” zyskali aż 4 dodatkowych posłów. Od dawna na wyjazd do Brukseli szykowała się też szwedzka deputowana z Partii Piratów, 25-letnia Amelia Andersdotter...
Dodatkowych eurodeputowanych otrzymali ponadto:
Austria + 2
Szwecja + 2
Bułgaria + 1
Holandia + 1
Łotwa + 1
Malta + 1
Słowenia + 1
Włochy + 1
Wielka Brytania + 1
Liczba reprezentantów pozostałych państw nie uległa zmianie.
W grupach politycznych przekłada się to na siłę :
+ 8 Chadeków
+ 5 Socjaldemokratów
+ 2 Zielonych
+ 1 Konserwatystę
+ 2 Niezrzeszonych
Na koniec ciekawostka.
Polska i inne państwa UE otrzymały dodatkowe mandaty w połowie bieżącej kadencji PE. Tymczasem kraj, który musi się zrzec 3 miejsc w PE – Niemcy, uczyni to dopiero w 2014 r. w nowych wyborach. Balansu traktatowego zatem i tak nie będzie, ale będą równi i równiejsi...
Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg


W tym całym wywodzie nie pokazała pani roli Irlandii.
8850 głosów obywateli RP wystarczy, aby żyć nieźle do końca życia na koszt podatnika. Tak naprawdę to wszyscy ci eurodeputowani są bandą darmozjadów.